20
października 2012 wstaliśmy o 5 rano i pojechaliśmy na Słowację
do miejscowości
Popradzki Staw 1300m n.p.m
Zza szyby samochodu zrobiłam zdjęcie najwyższej góry w Tatrach- to Gerlach
Po godzinie 9 rozpoczęliśmy wędrówkę niebieskim szlakiem
minęliśmy
Symboliczny
Cmentarz Ofiar Tatr gdzie upamiętniono 400 osób, które zginęły w
górach. To miejsce daje dużo do myślenia i zaczynamy doceniać potęgę
gór.
Następnie
minęliśmy Popradzki Staw ok.1500 m n.p.m. Kontynuując wędrówkę w górę Doliny
Mięguszowieckiej docieramy do rozwidlenia ze szlakiem czerwonym. Do tej pory
trasa jest bardzo przyjemna , prowadzi kamienistymi ścieżkami w cieniu
sosnowego lasu. Mijamy górskie potoki przekraczając je po drewnianych mostkach
z bardzo zimną , krystaliczną pyszną wodą.Maszerując w górę las zanika,a w jego
miejsce pojawiają się kępy kosodrzewiny .
Z
rozdroża czerwonym szlakiem odbijamy w prawo w kierunku Żabiej Doliny i dalej
na szczyt Rysów. W tym momencie skończył się spacerek i zaczęło strome
podejście. Z każdym krokiem jest coraz bardziej strome, prowadzi zakosami non
stop w górę. Mijamy Żabie Stawy położone na wysokości 1919m n.p.m
Na tej wysokości nie rośnie już żadne drzewo, są tylko skały co nie gdzie rosną pojedyncze wysokogórskie roślinki. Docieramy do stromego odcinka gdzie trasa prowadzi po łańcuchach i metalowych klamrach.
Tą
drogą dochodzimy do Chaty pod Rysami 2250m n. p.m i jest najwyżej położonym
tatrzańskim schroniskiem. Przybijamy pieczątki, kupujemy pamiątkowe blaszki,
pijemy herbatę
Przed sobą mamy około godziny ostrego podchodzenia. Docieramy do Przełęczy Waga 2337m n. p.m gdzie robimy pamiątkowe zdjęcia tym razem w śniegu, za nami jest przepaść około 300 m w dół
i zbieramy się do drogi na szczyt.
Przed
nami najbardziej wyczerpujące podejście na szczyt Rysów.
Widoki jakich nigdy nie widziałam. Jesteśmy już blisko.
Wytrwale
dochodzimy do miejsca gdzie kierując się w lewo zdobywamy polskie Rysy 2499m
n.p.m . Pamiątkowe zdjęcia, podziwianie widoków Tatr, Morskiego Oka, wpis do
księgi zdobywców Rysów ( godz. 14.15 ) i ogromne szczęście, że udało nam się
osiągnąć cel.
Przeszliśmy
na południowy słowacki wierzchołek Rysów, który jest wyższy od polskiego ma
2503 m n.p.m. Odpoczywamy, robimy zdjęcia, rozmawiamy z turystami - jest super
a pogoda jak latem.
Niestety
musimy wracać. Wracamy tym samym szlakiem czerwonym i dalej niebieskim.
Jeszcze raz podziwiamy przepiękne widoki. W aucie jesteśmy po godzinie
18, jest już ciemno i dopiero teraz możemy powiedzieć, że cel jakim była
wyprawa na Rysy od słowackiej strony został osiągnięty.
Do zobaczenia an szlaku
Karolina, moje pierwsze spotkanie z Tatrami to było właśnie wyjście na Rysy, byłem już starym koniem także dobrze pamiętam ile wysiłku nas to kosztowało.
OdpowiedzUsuńTeraz czytając Twojego bloga jestem pełen podziwu ze tak młoda osoba ma już takie doświadczenie górskie.
Życzę Ci samych sukcesów i najwspanialszych szczytów.
Do zobaczenia na szlaku, Daniel
Karola wielki szacun:)
OdpowiedzUsuńMoje dzieciaczki też chodzą po górach ,syn ma nawet taką samą czapkę do której przyczepia odznaki :)
W tym roku planujemy wejście na Rysy patrząc na Twoje cudne zdjęcia wiem że i My damy radę;)
Pozdrawiam gorąco i życzę wielu wspaniałych przeżyć na górskich szlakach;)
Kasia
Karolinko, jestem z Cibie dumna! Ja mam 42 lata i jeszcze nie zdobyłam Korony Polskich Gór. Jest to mój cel na ten rok. Zamierzam zdobyć ją z moimi dziećmi 14 i 7 lat. Obawiałam się że młodszy syn nie da rady zdobyć Rysy. Jednak po twoich relacjach jestem pełna nadziei że i jemu się uda. Powinnaś być z siebie bardzo dumna. Gratuluję też Twoim rodzicom tak wspanialej i silnej córki a nawet dwóch.Może kiedyś spotkamy się na szlaku. Kto wie? Pozdrawiam.Ula
OdpowiedzUsuńPiękne widoczki :)
OdpowiedzUsuń